Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwień. Pokaż wszystkie posty

2018/03/16

Bomba koloru




Zdecydowanie szybciej niż poprzednik powstał ten, równie, a nawet bardziej puszysty sweter.
Jak co roku o tej porze, potrzeba zastrzyku energii poprowadziła mnie w stronę czerwieni. Tym razem spełniłam marzenie o miękkim ciepłym czerwonym swetrze w pięknym nasyconym odcieniu. Paradoksalnie po skończeniu i komfortowym użytkowaniu poprzedniego swetra, zdecydowałam, że jeszcze raz sięgnę po włóczkę Melody Dropsa, na którą tak początkowo narzekałam. Jedyny odcień czerwieni w palecie producenta wydawał się idealny, najpierw jednak nabyłam stacjonarnie w ulubionym sklepie e-dziewiarki moher z jedwabiem w podobnym, choć lekko żywszym odcieniu. 
Połączenie obu tych dobrych włóczek przerabiało się przyjemnie, wybrałam do tego druty 8. Duża ilość włosków sprawiła, że sweter jest bardzo puszysty, choć lekki, niecałe 300g. Konstrukcja jest bardzo prosta z szeroka plisa dekoltu, jako jedynym detalem. Nic nie odwraca uwagi od puszystej bomby koloru.




trochę techniki//
4x50g (4x140m) Melody Drops w kolorze Cherry, 71% alpaka, 25% wełna, 4% poliamid
4x25g (4x175m) Mohair Luxe Lang Yarns kolor 0061 77% moher, 23% jedwab
2 nitki przerabiane razem druty 8, dekolt wrabiany na drutach 5 z potrójnej nitki tylko moheru z jedwabiem

Zdjęcia tym razem robiła mi 13-letnia córka :)


2016/03/13

Zimowy plon



Macie sprawdzone sposoby na uspokojenie, dobre w każdej sytuacji, nie wymagające wielkich przygotowań? Jeśli tak, prawdopodobnie znacie stary kobiecy sekret, robótki ręczne z naciskiem na dzierganie! Nie trzeba konsultacji z lekarzem lub farmaceutą, tym którzy jeszcze nie weszli na tę ścieżkę rozwoju, wystarczy miłe spotkanie z babcią lub kilka seansów przed youtube'm. Spokojnie, nie ma się co obawiać - to zajęcie silnie uzależnia. #knittingismyyoga

Pokażę Wam dziś skutki uboczne kilkumiesięcznego uspokajającego leżenia z włóczką, drutami pod kotem i/lub siedzenia w gronie innych rodziców na zajęciach karate/ w stajni/ w samochodzie obok męża/ w gronie rozmówców przy stole/ itp.

Tegoroczny zimowy plon to w sumie 10 czapek i 3 kominy. Rzeczy dość proste, sprzyjające przemyśleniom snutym w czasie monotonnego dziergania, niektóre wiele razy przerabiane.
Ale największy sukces to samomobilizacja, bo choć robię na drutach od 20 lat, to w tym roku zmobilizowałam się, żeby zrobić bąble i opanować warkocze. Wszystko to okazało się prostsze niż zakładałam, wystarczyło pokonać lenistwo, znaleźć dobry film instruktażowy na YT i trochę poćwiczyć. Wprawa jednak się przydała, początkujący niech spokojnie opanują technikę nim zaczną żonglowanie oczkami. Dla potrzebujących zachęty na start - Joulenka właśnie napisała motywujący tekst, w którym opisuje, jak zmieniła zdanie!


Dużo się tu dziś dzieje. Są zdjęcia z instagrama, wrzucane na bieżąco migawki z powstawania i prucia różnych prac. Są włóczki, na które polowałam przez cały rok w lumpeksach. Udało mi się kupić wiele fajnych wełenek, ale efektownymi akrylowymi bąblami też nie pogardziłam. Są i eleganckie włóczki ze stacjonarnego sklepu e-dziewiarki, gdzie zaczęłam zaglądać. Są różne miejscówki, w końcu #knittingpublic i #knittingeverywhere, zawsze kiedy potrzeba.
Jest feria kolorów, czasem bardzo intensywnych, jak pomarańczowo-czerwony (boski odcień!) bąbelkowy komin. Przy kominie poszalałam, nie dość, że kolorem, to jeszcze dołożyłam wymarzone nieregularne bąble. Jestem bardzo zadowolona z efektu, chyba dokupię motek i go powiększę, bo zabrakło włóczki na fajne wykończenie.

Hitem jest dla mnie jednak kruczoczarny komin gotyckiej pani domu. Tak, ten przechodził ze mną całą zimę i warto było zainwestować w super granatową wełnę z merynosów Unisono i czarną buklę z dodatkiem moheru Alize. Przerabiałam je podwójnie i uzyskałam kudłaty mięsisty otulacz, niezbędnik w moim stylu.

Ostatnio blog zamienił się z miesięcznik, a posty rozrastają się w różnych kierunkach. Ten akurat post o udziergach zapowiadałam już wcześniej, mając zamiar upchnąć w nim wszystko, co udało mi się w tym sezonie zrobić na drutach. Żeby wpis nie był za krótki i pokazał zimową aurę w pełnej krasie, dopchnę kolanem zimowe Bieszczady. Ha! Nie myślcie, że to pomysł od czapy - miałam w podróży oczywiście różne ocieplacze, oprócz butów na kożuchu, wielkich swetrów (te nie są mojej produkcji, produkuje się wprawdzie jeden, ale od ponad miesiąca jest zastój w produkcji, zabrakło pary) były też czapki, np biała.

Miejcie na uwadze, że dla relaksu i poprawy nastroju najlepsze są proste udziergi, im bardziej monotonnie tym lepiej. Prawe, lewe, ściągacze, ścieg francuski, ewentualnie ryż. Gładka włóczka dobrze dobrana do rozmiaru drutów. Rządki mijają spokojnie, głowa się uspokaja. Wyzwania dziewiarskie to inny temat i miałabym wątpliwości czy sprzyjają atmosferze relaksu. Oczywiście żartuję, doświadczone dziewiarki nie takie rzeczy robią z zamkniętymi oczami.

A Ty co praktykujesz dla spokojnej głowy i rąk?



2015/12/30

Specjał


Czerwona sukienka to rzecz specjalna. Nie jest to ubranie do noszenia ot tak. Na tym blogu pojawiała się 3 razy. 
Pierwsza, na samym początku szycia sobie ubrań od a do z, powstała w końcówce zimy, jako niezbędny zastrzyk energii. Oglądając ją teraz uśmiecham się na wspomnienie, jaka byłam z niej dumna. 
Drugą uszyłam specjalnie na wyprawę po nowy samochód. Była skrojona dużo lepiej i długo mi służyła przy innych okazjach. 
Potem była jeszcze mała zmyłka i trzecia czerwona sukienka okazała się być rysunkiem sprzed lat. Ale także była oznaka zmian, o czym wtedy obszernie napisałam.
Przyszła pora na czwartą, znów zimowy spadek energii i chęć uczczenia Świąt wyjątkowym ubraniem. Oczywiście nikt z Czytelników nie spodziewa się w tym miejscu, że uszyłabym sobie suknię z czerwonej tafty z kloszowanym dołem uniesionym na kilku warstwach tiulu, a górą misternie wyszywaną kryształkami. Ha, jeszcze Was zaskoczę i tak*. 
Tym razem nie będzie to jednak nic bardzo różniącego się od rozwiązań wokół których się kręcę, czyli znów metoda think&sew połączona z impulsem kolorystycznym. Nowa czerwona najbliżej padła od wizytówki. Poniosło mnie w tą stronę przez podobieństwo materiałów, czerwień to gruby dwustronny jersey wiskozowy typu nurek, bardzo przyjemny w szyciu i noszeniu.
Naładowałam się tą piękną intensywną czerwienią porządnie. Przez 3 dni świętowania ciężko mi było sięgnąć po inne ubranie.

Zdjęcia znów wyjazdowe, tym razem w tle teatr w Kaliszu. Pod tagiem 'piękna Polska' znajdziecie pozostałe miejsca, w których robiliśmy sesje. Trochę się ich uzbierało, a będzie jeszcze więcej.

*Na Sylwestra nie potrzebuję niczego prócz ciepłych skarpet, więc tafty i tym razem nie będzie ;)

Bawcie się dobrze żegnając stary rok i witając nowy, jak kto lubi najbardziej!

Dla mnie 2015 był obfity w zmiany. Z tych bardziej widocznych - jak napisałam na instagramie -żegnam go jako siwa wiedźma z czarnym kotem na ramieniu i wyprostowanymi zębami. W planach mam jeszcze trochę zmian na blogu, o czym już całkiem niedługo się przekonacie. Tymczasem zapraszam do obserwowania instagramu thinkinggraphic, gdzie jest dużo innych rzeczy wokół, ekhmm druty, druty, druty, kot, kot, kot, no i co tam jeszcze się zaplącze.


2015/02/25

Doładowanie


Ostatnio uszyłam tylko kilka surowych bazowych bluzek i tunik z zapasów jerseyu bawełnianego. Zawsze potrzebnych i szybko się szyjących. Tutaj jest ta, na której mi zależało najbardziej. I choć wybitnie mi się nie chciało i nie szło to szycie, mam ją w końcu - tunikę w najulubieńszym odcieniu czerwieni, takie zewnętrzne źródło energii przydatne o tej porze roku.